Warszawa kryminalna II, Helena Kowalik

Maj 28, 2012

Ukazał się drugi tom reportaży sądowych Heleny Kowalik. Pitawal opisuje głośne procesy karne ostatnich pięciu lat, jakie toczyły się w stołecznych sądach. Autorka tak dobiera tematykę spraw, aby tworzyły panoramę charakterystycznych przestępstw we współczesnej Warszawie. Więcej na stronie Kancelarii Adwokackiej (tutaj)

Obrazek

Reklamy

Zakaz prowadzenia działalności batem na dłużników?

Maj 18, 2012

Jakkolwiek w większości przypadków wszczęcie procedury windykacyjnej, wystąpienie z powództwem o zapłatę i inne działania, mogą okazać się niezbędne, konieczne i celowe, niemniej jednak, warto pamiętać o jeszcze jednym środku prawnym, który może pomóc nam przymusić dłużnika do zapłaty.

Ustawą z dnia z 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe i naprawcze (tekst pierwotny: Dz. U.z 2003 r. nr 60 poz. 535, tekst jednolity: Dz. U. z 2009 r. nr 175 poz. 1361) wprowadzono możliwość orzeczenia sądowego zakazu prowadzenia działalności gospodarczej.

Zgodnie z dyspozycją art. 373 tej ustawy, sąd może orzec pozbawienie na okres od trzech do dziesięciu lat prawa prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek oraz pełnienia funkcji członka rady nadzorczej, reprezentanta lub pełnomocnika w spółce handlowej, przedsiębiorstwie państwowym, spółdzielni, fundacji lub stowarzyszeniu osoby, która ze swej winy:

1) będąc do tego zobowiązana z mocy ustawy, nie złożyła w terminie dwóch tygodni od dnia powstania podstawy do ogłoszenia upadłości wniosku o ogłoszenie upadłości albo

2) po ogłoszeniu upadłości nie wydała lub nie wskazała majątku, ksiąg handlowych, korespondencji lub innych dokumentów upadłego, do których wydania lub wskazania była zobowiązana z mocy ustawy, albo

3) po ogłoszeniu upadłości ukrywała, niszczyła lub obciążała majątek wchodzący w skład masy upadłości, albo

4) jako upadły w toku postępowania upadłościowego nie wykonała innych obowiązków ciążących na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądu albo sędziego-komisarza, albo też w inny sposób utrudniała postępowanie.

Przy orzekaniu zakazu, sąd bierze pod uwagę stopień winy oraz skutki podejmowanych działań, w szczególności obniżenie wartości ekonomicznej przedsiębiorstwa upadłego i rozmiar pokrzywdzenia wierzycieli. Sąd może odstąpić od orzekania zakazu, jeżeli sąd upadłościowy oddalił wniosek o ogłoszenie upadłości i zezwolił na wszczęcie postępowania naprawczego.

Sąd może również orzec pozbawienie na okres od trzech do dziesięciu lat prawa prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek oraz pełnienia funkcji członka rady nadzorczej, reprezentanta lub pełnomocnika w spółce handlowej, przedsiębiorstwie państwowym, spółdzielni, fundacji lub stowarzyszeniu osoby, wobec której:

1) już co najmniej raz ogłoszono upadłość, z umorzeniem jej długów po zakończeniu postępowania upadłościowego;

2) ogłoszono upadłość nie dawniej niż pięć lat przed ponownym ogłoszeniem upadłości.

Tak więc, wskazane powyżej rozwiązanie znajdzie zastosowanie wobec osób:

  • prowadzących działalność gospodarczą na własny rachunek
  • posiadającej udział w spółce cywilnej.
  • posiadającej udział w osobowych spółkach handlowych, lecz jedynie będącymi wspólnikami uprawnionymi do reprezentowania spółki.


Nie znajdzie zastosowania wobec dłużników:

  • posiadających udziały w spółkach kapitałowych
  • wspólników handlowych spółek osobowych, którzy nie są uprawnieni do reprezentowania spółki.

Sąd nie może orzec zakazu prowadzenia działalności gospodarczej wobec:

  • organu założycielskiego przedsiębiorstwa państwowego,
  • ministra właściwego do spraw Skarbu Państwa, który może złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości jednoosobowej spółki Skarbu Państwa,
  • likwidatora osoby prawnej, spółki jawnej, spółki partnerskiej oraz spółki komandytowej i komandytowo-akcyjnej,
  • kuratora ustanowionego dla przedsiębiorców nie wykonujących  obowiązków związanych z dostarczeniem dokumentów dotyczących wpisu do KRS  lub innych (na podstawie art. 26 ust. 1 ustawy z dnia 20 sierpnia 1997 r. o Krajowym Rejestrze Sądowym Dz. U. z 2001 r. Nr 17, poz. 209),
  • organu udzielającego pomocy publicznej dłużnikowi o wartości przekraczającej 100 000 euro (art. 20 ust. 2 pkt 3-7),
  • wierzyciela, jako uprawnionego do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości dłużnika, a nie zobowiązanego.

Nadto należy wskazać, iż zgodnie z poglądem wyrażonym w judykaturze, wadliwe sporządzenie dwóch kolejnych wniosków o ogłoszenie upadłości, które okazały się bezskuteczne i w następstwie czego przekroczono ustawowy termin do dopełnienia tej czynności, należy ocenić jako niedochowanie należytej staranności wymaganej od profesjonalnego uczestnika obrotu gospodarczego wyczerpującego znamiona winy nieumyślnej w postaci niedbalstwa (por. orzeczenie  SN z dnia 14 lutego 2006 r., II CSK 14/05).

Istotniejsze w praktyce dla przedsiębiorców wydaje się być uregulowanie ujęte w art. 374 prawa upadłościowego.  Przewiduje ono możliwość orzeczenia zakazu prowadzenia działalności gospodarczej, także  wobec dłużnika, będącego osobą fizyczną, jeżeli niewypłacalność dłużnika jest następstwem jego celowego działania lub rażącego niedbalstwa. Regulacja odnosi się także do osób będących uprawnionymi do reprezentowania przedsiębiorcy będącego osobą prawną lub spółką handlową niemającą osobowości prawnej, jeżeli niewypłacalność przedsiębiorcy lub pogorszenie jego sytuacji finansowej jest następstwem celowego działania lub rażącego niedbalstwa tych osób.

W toku postępowania, sąd ocenia działanie dłużnika. Zakaz zostanie orzeczony, jeśli niewypłacalność dłużnika powstała na skutek celowego jego działania np. niegospodarności, pozbywania się składników majątkowych w czasie dekoniunktury, wykonywania nieprzemyślanych transakcji, bądź też w związku z niedbalstwem, np. zaniechanie dokonywania przeglądów okresowych i remontów parku maszynowego.

Jak podkreślono w piśmiennictwie[1], pojęcie „rażące niedbalstwo” jest dobrze opisane w orzecznictwie sądowym. Oznacza ono „niezachowanie minimalnych (elementarnych) zasad prawidłowego zachowania się w danej sytuacji. O przypisaniu pewnej osobie winy w tej postaci decyduje więc zachowanie się przez nią w określonej sytuacji w sposób odbiegający od miernika staranności minimalnej (por. wyrok SN z 10 marca 2004 r., IV CK 151/2003).Rażące niedbalstwo zachodzi tylko wtedy, gdy stopień naganności postępowania drastycznie odbiega od modelu właściwego w danych warunkach zachowania się osoby zobowiązanej (wyrok SN z 26 stycznia 2006 r., V CSK 90/2005).

Rażące niedbalstwo stanowi kategorię pośrednią zawinienia pomiędzy winą umyślną a niedbalstwem zwykłym (niedołożenie należytej staranności wymaganej przez prawo). Cechuje je sposób zachowania się odbiegający w wysokim stopniu od ogólnych reguł zachowania, których przestrzegania można wymagać( np. wywiązywanie się z zaciągniętych zobowiązań, regulowanie terminowe płatności ), a także oczekiwać zgodnie z ogólnym wzorcem postępowania w danych okolicznościach. Jest to nieostrożność polegająca na niezachowaniu minimalnych środków bezpieczeństwa, których można wymagać, a której to oceny należy dokonywać z uwzględnieniem kryteriów obiektywnych w okolicznościach faktycznych konkretnej sprawy. Generalnie rzecz ujmując, z rażącym niedbalstwem mamy do czynienia wówczas, jeżeli stopień naganności postępowania jest szczególnie wysoki (wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 15 września 2005 r., I ACa 255/2005).

W sprawach wskazanych powyżej, orzeka sąd upadłościowy w składzie jednoosobowym stosując  przepisy o postępowaniu nieprocesowym. Sąd wydaje postanowienie po przeprowadzeniu rozprawy. Od postanowienia sądu drugiej instancji przysługuje skarga kasacyjna. Odpis prawomocnego postanowienia sąd przesyła do Krajowego Rejestru Sądowego.

Postępowanie wszczyna się wyłącznie na wniosek:

  • wierzyciela,
  • tymczasowego nadzorcy sądowego,
  • zarządcy przymusowego,
  • syndyka,
  • nadzorcy sądowego albo zarządcy,
  • Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów ,
  • Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego,
  • Prokuratora ( uprawnienie to stwierdził Sąd Najwyższy – uch. SN z dnia 14 września 2005 r., III CZP 58/05, Biul. SN 2005, nr 9, s. 7).

 
Wygaśnięcie w toku postępowania funkcji tymczasowego nadzorcy, zarządcy przymusowego, syndyka, nadzorcy sądowego albo zarządcy nie ma wpływu na dalszy bieg postępowania wszczętego na jego wniosek.
 
Uprawnienie do złożenia wniosku przysługuje wszystkim wierzycielom. Sąd Najwyższy wskazał, iż prawomocne oddalenie wniosku wierzyciela o orzekanie zakazu prowadzenia przez dłużnika działalności gospodarczej nie pozbawia innego wierzyciela, który nie brał udziału w tym postępowaniu, możliwości wystąpienia z takim wnioskiem (post. SN z 31 stycznia 2007 r., II CSK 314/06, LEX nr 445207).

Wniosek o orzeczenie zakazu prowadzenia działalności gospodarczej może być złożony niezależnie od tego, czy zostało wszczęte postępowanie upadłościowe wobec dłużnika (post. SN z dnia 29 października 2008 r., IV CSK 239/08, Biul. SN 2009, nr 2, s. 11, i post. SN z dnia 23 marca 2006 r., IV CSK 35/05, OSNC 2007, nr 1, poz. 14).

Wniosek o orzeczenie zakazu prowadzenia działalności gospodarczej musi spełniać wymogi dotyczące pism procesowych i pozwu ( art. 126, art. 187 i art. 511 kodeksu postępowania cywilnego w zw. z art. 376 ust. 1 zdanie 2 prawa upadłościowego i naprawczego).
Pismo podlega opłacie stałej w wysokości 100 zł.

Omówiony powyżej środek prawny należy ocenić pozytywnie, jako skuteczne narzędzie w walce z nierzetelnymi kontrahentami i uchylającymi się od dokonania płatności dłużnikami, o istnieniu którego warto pamiętać. Wszczęcie postępowania w sprawie orzeczenia zakazu prowadzenia działalności gospodarczej nie wyłącza możliwości korzystania z innych rozwiązań prawnych, niemniej jednak, przed dokonaniem jakichkolwiek czynności warto zasięgnąć porady profesjonalisty.

Autor: adwokat Adam Baszkowski jest założycielem Kancelarii i kieruje jej pracami. 

W razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości zachęcamy do kontaktu z Kancelarią Adwokacką (tutaj)


[1]Guza Leszek i inni  „Prawo upadłościowe i naprawcze”  Warszawa 2010 Wydawnictwo Prawnicze LexisNexis (wydanie III)

Co szef może wiedzieć o pracownikach?

Maj 10, 2012

Pracodawcy coraz częściej, niczym wielki brat, chcą znać każdy szczegół z życia swoich pracowników, tłumacząc to koniecznością dbania o właściwy dobór kadr i wizerunek przedsiębiorstwa. W tym celu sięgają po wszelkie zdobycze techniki, tworząc swoistą wolną amerykankę, którą legalizuje (według pracodawców) pisemna zgoda pracownika. Nic bardziej mylnego, czasy samowolki już dawno mamy za sobą. Potrzebna jest świadomość i chęć walki o swoje prawa, do czego gorąco namawiamy, ale po kolei.

Nocny stróż Konstytucja RP

Stróżem poczynań pracodawców jest Konstytucja RP, a konkretnie art. 51[1], w myśl którego nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawnienia informacji dotyczących jego osoby. Co należy rozumieć tak, że tylko konkretne przepisy prawa mogą nas zmusić do ujawnienia informacji o nas samych, ponadto każda żądana informacja musi mieć oparcie w tychże przepisach.

Podstawę taką stanowi artykuł 22 (1) kodeksu pracy[2], który uprawnia pracodawców do zadawania – ubiegającym się o pracę – pytań mających ujawnić wszechstronne informacje o ewentualnym pracowniku. Samo istnienie takiego prawa pracodawcy chyba każdy rozumie i jego sensu nie trzeba tłumaczyć. Jednakże problem pojawia się gdy chcemy określić zakres tego uprawnienia.

Po co w ogóle te pytania

Panujące przeświadczenie o nieciekawej sytuacji na rynku pracy i wysoki wskaźnik bezrobocia spowodowały, że pracodawcy jako drogowskazy przy ocenie kandydatów do pracy potraktowali nie tylko ocenę gospodarczą, ale i – wbrew wszelkim przepisom – oceny polityczne, etniczne, wyznaniowe, prywatne. Takiej praktyce zdecydowanie musimy się przeciwstawić, naraża nie tylko prawo do prywatności i nasze dobra osobiste, ale jest równią pochyłą prowadzącą do dyskryminacji przy zatrudnieniu.

Jakich informacji może żądać pracodawca

Tylko te należące do sfery identyfikacji personalnej i pracyokoliczności dotyczące wykształcenia kandydata do pracy oraz przebiegu jego dotychczasowego zatrudnienia, imię i nazwisko, imiona rodziców, miejsce zamieszkania. Warto dodać, że mówiąc o zatrudnieniu, mamy na myśli jedynie pracę wykonywaną w ramach stosunku pracy, nie zaś cały przebieg pracy zawodowej kandydata.

Uprawnienie pracodawcy zostaje poszerzone jeżeli kandydat staje się pracownikiem. Wtedy dopiero pracodawca może żądać podania PESEL- u oraz niektórych informacji ze sfery prywatnej np. wiekinwalidztwokombatanctwoposiadanie dzieci do lat czternastu, imiona i nazwiska dzieci.

Pozostałe informacje o pracowniku i kandydacie na pracownika (informacje sfery osobistej) ustawodawca uznał generalnie za niedostępne pracodawcy, z jednym wyjątkiem. Pracodawca ma prawo żądania informacji stanowiących tajemnicę osobistą, w sytuacji gdy przepis szczególny na to zezwala, a zezwala bardzo rzadko. Przykładowo, należy wskazać regulacje, które wśród rygorów selekcyjnych wymieniają brak karalności, albo też stawiane przez prawo lotnicze wymagania personelowi lotniczemu.

Baza danych o pracowniku

Podstawy do stworzenia z zebranych informacji tzw. bazy danych o pracowniku należy szukać w art. 221 k.p. oraz przepisach regulujących zakres przedmiotowy akt osobowych oraz ustawy o ochronie danych osobowych. Na podstawie § 1 ust. 1 rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z 28 maja 1996 r. w sprawie zakresu prowadzenia przez pracodawców dokumentacji w sprawach związanych ze stosunkiem pracy oraz sposobu prowadzenia akt osobowych pracownika[3] – pracodawca może żądać od osoby ubiegającej się o zatrudnienie złożenia wielu dokumentów. Prawo dopuszcza przetwarzanie przez pracodawcę pewnych danych wrażliwych (m.in. danych dotyczących stanu zdrowia pracownika – art. 229, 234 i 235 k.p.),ale zawsze adekwatnych w stosunku do celów, w jakich są przetwarzane – czyli zatrudnienia. 

Jak się bronić przed żądaniami pracodawcy

Co jeżeli uznamy, że pracodawca nadużywa swojego prawa i wymaga od nas informacji, które nie są adekwatne do celu i wkraczają w sferę osobistą? Część z Państwa zapewne przyjmie to z oburzeniem, ale – wolno nam skłamać. Gdy żądanie pracodawcy godzi w nasze dobra osobiste, mamy pełne prawo do udzielenia odpowiedzi niezgodnej z prawdą. Kłamstwo w takim przypadku nie daje podstawy do wypowiedzenia lub rozwiązania stosunku pracy w trybie natychmiastowym. Wykluczone jest również ukaranie za takie działanie karą porządkową lub dochodzenie odszkodowania.

Fałszywa odpowiedź jest jednym ze sposobów ochrony godności osobistej pracownika, stanowi obronę przed naruszeniem prawa. Pracownik pytany o informacje osobiste może uznać, że pracodawca narusza jego dobra osobiste, może uznać się za dyskryminowanego, jeśli brak odpowiedzi na postawione pytania wpłynie niekorzystnie na rozwój jego kariery zawodowej (brak awansu, zwolnienie z pracy itp.), a w konsekwencji może domagać się odszkodowania z tytułu dyskryminujących czynów pracodawcy.

Postawienie pytania niedozwolonego z pewnością może być też potraktowane jako ciężkie naruszenie obowiązków pracodawczych, co daje podstawę do rozwiązania stosunku pracy przez pracownika w trybie natychmiastowym z winy pracodawcy (por. wyrok Sądu Najwyższego z 5 sierpnia 2008 r. o sygnaturze I PK 37/08).

Kandydat na pracownika, któremu postawiono pytanie dotyczące jego sfery osobistej, może żądać z pewnością ochrony dóbr osobistych na podstawie przepisów Kodeksu cywilnego (art. 23 i 24). Wydaje się, że jeżeli brak odpowiedzi na takie pytanie spowodował niezatrudnienie kandydata, może on żądać odszkodowania na podstawie art. 183d, mimo że nie pozostaje w stosunku pracy[4].

Fejsbukowicze i zgoda na zastosowanie nowinek technicznych

Warto zastanowić się co w sytuacji gdy pracodawca, niczym Inspektor Gadżet, uzna, że jego wiedza o pracowniku jest skąpa i zacznie wykorzystywać wszelkie instrumenty techniczne i socjotechniczne pozwalające dokonać analizę i ocenę postawy moralnej oraz zainteresowań pracownika. Odpowiedź może być tylko jedna – pracodawca przeciwstawi dobro własne dobru chronionemu i nic może nie dać nawet zgoda pracownika na zastosowanie konkretnej techniki badawczej.

W stosunkach między pracownikami i pracodawcami, co do zasady, niedopuszczalne jest stosowanie wobec kandydatów na pracowników i wobec pracowników nowoczesnych technik, które pozwalają lepiej poznać osobowość pracownika, jego umiejętności, zdolność robienia kariery zawodowej, a także zainteresowania pozazawodowe, kontakty osobiste, preferencje kulinarne, towarzyskie i inne – z prostej przyczyny – nie zezwalają na to przepisy prawa pracy[5].

Chodzi głównie o wykorzystanie testów psychologicznych, poligrafu (wariografu),  szeroko rozumiany monitoring pracownika (badanie zawartości skrzynek e-mailowych pracowników zainstalowanych na serwerach pracodawcy, kontrola korespondencji i przeglądanych w internecie stron, podsłuch wszystkich przeprowadzanych rozmów telefonicznych, rejestracja czasu przebywania w toalecie, rejestratory GPS w każdym samochodzie, kontrola aktualnej pozycji telefonu komórkowego. Powstaje jednak zawsze pytanie o zastosowanie tych technik za zgodą pracownika oraz o ich adekwatność do celu zbierania i przetwarzania danych osobowych. Z odpowiedzią spieszy nam wyrok Naczelnego Sadu Administracyjnego z dnia 6 września 2011 r. (sygn. akt I OSK 1476/2010), który wprost podaje, że uznanie zgody na przetwarzanie danych za okoliczność legalizującą pobranie od pracownika innych danych niż wskazane w art. 22 (1) kodeksu pracy stanowi naruszenie kodeksu pracy.

Czy pracodawca może pytać o ciążę?

Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 17 kwietnia 2007 r. (sygn. akt I UK 324/06) nie miał wątpliwości, podnosząc, że pracownica podejmująca zatrudnienie nie ma obowiązku ujawniania faktu pozostawania w ciąży. Wydaje się, że ujawnienie stanu ciąży kobiety ubiegającej się o zatrudnienie mogłoby doprowadzić do naruszenia przez pracodawcę zasady niedyskryminacji w stosunkach pracy. Ponadto powszechnie przyjmuje się, że dążenie kobiety ciężarnej do uzyskania przez zawarcie umowy o pracę ochrony gwarantowanej pracowniczym ubezpieczeniem społecznym nie może być uznane za zmierzające do obejście prawa w rozumieniu art. 58 § 1 kc.

Reasumując, słuszne wydaje się uznanie, że pracodawca nie może przedkładać swojego dobra nad prawa pracownika i w żaden sposób usprawiedliwiać zbieranie informacji (w tym z portali społecznościowych),  które wykraczają poza wskazane powyżej granice. Za nim jednak poczujemy się bezkarni, pamiętajmy, że pracodawca – zgodnie z art. 100 § 2 pkt. 4 kodeksu pracy ma prawo wymagać dbania o dobro zakładu pracy, stąd za naruszenie przez pracownika tego przepisu można uznać m.in. obraźliwe wypowiedzi na portalu społecznościowym – nawet po godzinach pracy – dotyczące pracodawcy, pozostałych pracowników, czy zamieszania niestosownych fotografii. Najlepszym wyjściem w takim wypadku będzie ograniczenie dostępu do naszej sfery osobistej i wrażliwej przed osobami postronnymi.

Autor Piotr Jankowski jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego,  w Kancelarii Adwokackiej Adama Baszkowskiego w Poznaniu rozwija zainteresowanie prawem karnym i procedurą karną. Współautor publikacji i artykułów z zakresu prawa karnego. 

W razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości zachęcamy do kontaktu z Kancelarią Adwokacką (tutaj)


[1] Art. 51 Konstytucji RP:

1. Nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby.  

2. Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.  

3. Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Ograniczenie tego prawa może określić ustawa. 

4. Każdy ma prawo do żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą. 

5. Zasady i tryb gromadzenia oraz udostępniania informacji określa ustawa. 

[2] Art. 22(1). § 1. Pracodawca ma prawo żądać od osoby ubiegającej się o zatrudnienie podania danych osobowych obejmujących:  

1) imię (imiona) i nazwisko,  

2) imiona rodziców,  

3) datę urodzenia,  

4) miejsce zamieszkania (adres do korespondencji),  

5) wykształcenie,  

6) przebieg dotychczasowego zatrudnienia.  

§ 2. Pracodawca ma prawo żądać od pracownika podania, niezależnie od danych osobowych, o których mowa w § 1, także:  

1) innych danych osobowych pracownika, a także imion i nazwisk oraz dat urodzenia dzieci pracownika, jeżeli podanie takich danych jest konieczne ze względu na korzystanie przez pracownika ze szczególnych uprawnień przewidzianych w prawie pracy,  

2) numeru PESEL pracownika nadanego przez Rządowe Centrum Informatyczne Powszechnego Elektronicznego Systemu Ewidencji Ludności (RCI PESEL).  

§ 3. Udostępnienie pracodawcy danych osobowych następuje w formie oświadczenia osoby, której one dotyczą. Pracodawca ma prawo żądać udokumentowania danych osobowych osób, o których mowa w § 1 i 2.  

§ 4. Pracodawca może żądać podania innych danych osobowych niż określone w § 1 i 2, jeżeli obowiązek ich podania wynika z odrębnych przepisów.  

§ 5. W zakresie nieuregulowanym w § 1-4 do danych osobowych, o których mowa w tych przepisach, stosuje się przepisy o ochronie danych osobowych.  

[3] Dz.U. Nr 62, poz. 286 ze zm.

[4] Kodeks pracy. Komentarz, Małgorzata Gersdorf, Krzysztof Rączka, Michał Raczkowski, LexisNexis (wydanie I); stan prawny: 15 stycznia 2010 r.

[5] A. Drozd, O dopuszczalności wykorzystania wariografu w stosunkach pracy, PiZS 2003, nr 4, s. 9 i n.; D. Dörre-Nowak, Monitoring w miejscu pracy a prawo do prywatności, PiZS 2004, nr 9, s. 8 i n.


Pusta kartka papieru a ogłoszenie wyroku

Kwiecień 10, 2012

Teoria i praktyka to jedność, jak ciało i dusza, i jak ciało i dusza są najczęściej skłócone ze sobą – wydaje się, że słowa XIX wiecznej pisarki, Marie von Ebner – Eschenbach, która zyskała sławę dzięki swym psychologicznym powieściom, wpisują się idealnie w sprawę jaką zajął się Sąd Najwyższy 19 stycznia 2012 r.

Posiedzenie dotyczyło osobliwego rozumienia przez jednego z sędziów sądu rejonowego „wyrokowania”. Teoria jest jasna i nie powinna wzbudzać wątpliwości. Warunkami wydania wyroku są: narada, głosowanie, sporządzenie wyroku na piśmie, podpisanie wyroku, ogłoszenie wyroku. Nadto na proces wyrokowania składają się jeszcze: podanie ustnie najważniejszych powodów wyroku oraz pouczenie o prawie, terminie i sposobie wniesienia środka odwoławczego. W orzecznictwie Sądu Najwyższego wskazuje się, że każda z tych części składowych ma charakter samodzielny i odgrywa istotną, a przy tym autonomiczną rolę w procesie wyrokowania i nie może zostać pominięta[1].

Do przepisów tych, co jest symptomatyczne dla czasu dzisiejszego, sąd stworzył osobliwą wykładnię: Przewodniczący (sprawa była rozpoznana w składzie jednoosobowym), odczytał z ekranu monitora komputera treść rozstrzygnięcia w oparciu o „przykładowy wyrok” jakim dysponował oraz podał ustnie jego uzasadnienie. Następnie wywiązała się rozmowa z oskarżonym, w wyniku której sędzia oznajmił, że sąd wznawia przewód sądowy i odracza rozprawę.

Wyobraźni i rozeznania nie zabrakło obrońcy oskarżonego, który w tej kuriozalnej sprawie złożył wniosek o sporządzenie na piśmie i doręczenie wyroku „ogłoszonego” przez sąd. W związku z tym wyznaczono posiedzenie w celu odtworzenia orzeczenia. Decyzja w świetle przepisów dotyczących wyrokowania mogła być niestety jedna – odmowna. Obrońca nie dał za wygraną i zaskarżył postanowienie do Sądu Okręgowego, który zwrócił się z pytaniem do Sądu Najwyższego:

„Czy w sytuacji, gdy doszło do ogłoszenia wyroku pomimo tego, że wyrok nie

został sporządzony na piśmie i podpisany to należy uznać, że wyrok taki nie

wywołuje skutków prawnych (sententia non existens) czy też należy uznać, że

wyrok taki istnieje, ale jest dotknięty wadą stanowiącą bezwzględną przyczynę

uchylenia wyroku (art. 439 § 1 pkt 6 in fine k.p.k.)?”

 

Sąd Najwyższy odmówił wydania uchwały, jednak obiter dictum stwierdził: Wykładnia językowa i systemowa przepisów art. 412, art. 418 in princ. k.p.k. i art. 439 § 1 pkt 6 in fine k.p.k. wyraźnie zatem wskazuje, że warunkiem istnienia w obrocie prawnym wyroku jako dokumentu procesowego jest sporządzenie go na piśmie, a następnie publiczne ogłoszenie.  Przywołano również doktrynę, według której niedopuszczalne jest ogłoszenie jako wyroku rozstrzygnięcia, którego treść uzgodniono, ale którego nie sporządzono i nie podpisano[2].

Nadto, jak słusznie zauważył Sąd Najwyższy, sędzia, który rozpoznawał sprawę w pierwszej instancji, przekazał oskarżonemu treść podjętej decyzji co do rozstrzygnięcia o przedmiocie procesu, tym samym na podstawie art. 41 § 1 k.p.k. powinien ulec wyłączeniu od ponownego jej rozpoznania.

Wydaje się, że rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego nie wzbudza żadnych kontrowersji, jest słuszne i w świetle obowiązujących przepisów nie mogło być inne. Na odnotowanie zasługuje natomiast reakcja obrońcy, który w ten sposób zwrócił uwagę, na symptomatyczne podejście sędziów do ogłaszania wyroków, rzadko sięgające do korzeni deontologicznych zawodu. Brakuje wydaje się stanowczego głosu sprzeciwu, na coraz częściej spotykane zjawisko na salach sądowych, stosowania się przez sędziów do żartobliwych prawd: „to jest tak dobre rozstrzygnięcie, że obroni się samo” lub – vice versa – „to tak nietrafiony wyrok, że najstaranniejsze uzasadnienie go nie uratuje”. Przynajmniej to pierwsze twierdzenie jest bowiem chybione.

W razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości zachęcamy do kontaktu z Kancelarią Adwokacką (tutaj)


[1] por. wyrok SN z dnia 21 stycznia 2004 r., II KK 168/03, OSNKW 2004, z. 3, poz. 28

[2] por. T. Grzegorczyk, Kodeks postępowania karnego oraz ustawa o świadku koronnym. Komentarz, Warszawa 2008, s. 865

Autor Piotr Jankowski jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego,  w Kancelarii Adwokackiej Adama Baszkowskiego w Poznaniu rozwija zainteresowanie prawem karnym i procedurą karną. Współautor publikacji i artykułów z zakresu prawa karnego. 


Czekanie na Godota

Kwiecień 4, 2012

Wyrok jaki zapadł przed Trybunałem Sprawiedliwości 21 lutego 2012 r. poddaje w wątpliwość istnienie Departamentu  do spraw postępowań przed Międzynarodowymi Organami Praw Człowieka w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.  Rolą Departamentu, niestety tylko w teorii, jest „jest reprezentacja racji stanu Rzeczypospolitej Polskiej w postępowaniach skargowych przed międzynarodowymi organami stojącymi na straży ochrony praw człowieka, takimi jak Europejski Trybunał Praw Człowieka czy też Komitet Praw Człowieka”. W realiach konkretnej sprawy wzniośle brzmiące cele sprowadziły się do : The Goverment failed to submit any observations. Co oznacza ni mniej ni więcej tyle, że Departament, przepraszam za kolokwializm, schował głowę w piasek.

Wyroku Ruprecht przeciwko Polsce nie sposób inaczej rozumieć aniżeli jako sprawy, której być nie powinno. Skarżący, aresztowany 7 maja 1998 r. został skazany w I instancji w 2003 r., wyrok następnie uchylono, skierowano do ponownego rozpoznania i prawomocnego rozstrzygnięcia nie ma do dnia dzisiejszego. W tak książkowej sprawie, po 87 sprawach w 2010 roku, w których ETPC uznał Polskę winną naruszenia Konwencji, jedynym rozsądnym wyjściem było zawarcie ugody ze skarżącym, uznając oczywiste naruszenie. Sprawa była o tyle ułatwiona, że to nie skarżący decyduje o uznaniu za satysfakcjonującą propozycję ugody a Trybunał. Wszystko za sprawą art. 37 Konwencji, który uprawnia ETPC do skreślenia skargi gdy winny przyzna się do naruszeń i zaproponuje satysfakcjonujące odszkodowanie.

Departament do Spraw Postępowań przed Międzynarodowymi Organami Praw Człowieka reprezentujący Polskę przed Trybunałem od 1998 r., mający tylko w 2010 r. na swoich barkach 87 przegranych spraw i jasną linię orzeczniczą w sprawach aresztowych zdobył się na propozycję, która w świetle przywołanych wyżej faktów i oczekiwań skarżącego brzmiała co najmniej zabawnie. W podobny sposób sprawę ocenił Trybunał: Mając na względzie (…) w szczególności zaproponowaną wysokość odszkodowania, Trybunał stwierdza, że Rząd nie przedstawił wystarczającej podstawy do stwierdzenia, iż poszanowanie praw człowieka w rozumieniu Konwencji i jej Protokołów nie wymaga dalszego rozpoznawania sprawy przez Trybunał. (zob. a contrario, Spółka z o.o. WAZA przeciwko Polsce (skreślona), skarga nr 11602/02, 26 czerwca 2007 r. Z tego względu Trybunał oddala wniosek Rządu o skreślenie skargi z listy spraw na podstawie artykułu 37 Konwencji i przeprowadzi ocenę dopuszczalności in meritum skargi.

Lektura rozstrzygnięcia Trybunału rodzi wiele pytań. Postawie tylko jedno. Czy nadzieja na rodzime zmiany w systemie aresztowym musi rzeczywiście przypominać oczekiwanie na Godota?

Trybunał po raz kolejny wytknął Polsce, to co już wiemy od dawna, a rząd polski dowiedział się z rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy[1], odnotowującej rażące uchybienia i powtarzalność doniosłych naruszeń praw człowieka. Na mocy rezolucji Polska została zakwalifikowana do grupy państw[2], które nie wywiązują się z obowiązku prawidłowego i niezwłocznego wdrażania orzeczeń ETPC do porządku krajowego. To sprawia, że Polska została postawiona w jednym szeregu z krajami o niechlubnej kulturze praw człowieka.

W uzasadnieniu wyroku Ruprecht przeciwko Polsce Trybunał nie pozostawił złudzeń i po raz kolejny wskazał na strukturalny problem – praktyki niezgodnej z wymogami Konwencji – dotyczącej długotrwałości i nagminności stosowania tymczasowego aresztu. Według Trybunału sądy uzasadniając ten najbardziej dotkliwy środek zapobiegawczy opierają się na gołosłownym przytaczaniu przepisów bez jakiegokolwiek potwierdzenia w okolicznościach sprawy, a obowiązek rozważenia możliwości zastosowania innych środków, mniej uciążliwych, sprowadzają do zapisu pustej regułki: Sąd stwierdza, że żaden inny środek nie byłby wystarczający.

Trybunał przypomniał, że o ile w początkowej fazie stosowania tymczasowego aresztu uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa oraz konieczność zapewnienia właściwego prowadzenia postępowania może wymagać tymczasowego aresztowania, to wraz z upływem czasu podstawy te stają się mało istotne, a sama waga zarzutów nie może uzasadniać długich okresów tymczasowego aresztowania.

Trybunał odniósł się również negatywnie do nagminnego wybiegu stosowanego przez rodzime sądy w uzasadnieniach, a mianowicie stawiania gołosłownych tez o rzekome zagrożenie matactwem, w którym mieści się ryzyko sfałszowania dowodów, zastraszania świadków lub innego zakłócania postępowania: W związku z brakiem jakichkolwiek czynników, które mogłyby potwierdzić rzeczywiste istnienie ryzyka, które stanowiło uzasadnienie decyzji, argument ten nie może zostać zaakceptowany. Stwierdzając jednocześnie naruszenie artykułu 5 ust. 3 Konwencji.

Powróćmy zatem do pytania, czy Departament jest potrzebny. Czy nie będzie właściwszym zrezygnowanie z polskiej reprezentacji przed ETPC, skoro i tak Trybunał sam miarkuje żądania skarżących, a argumentacja Departamentu w sprawach, które wpłyną już na wokandę, nie tylko nie odmienia tych spraw, ale nawet nie można jej nazwać zdrowym fermentem intelektualnym. Pracownicy departamentu, mając lata doświadczeń, akta sprawy, w tak oczywistej konwencyjnej sprawie nie potrafili przedstawić żadnej linii obrony.

Czas na pointę. Zanadto dydaktyczna, a taka właśnie się tu dobija jest ciężkim grzechem piszącego. Niech więc tym razem za nią posłużą słowa sławnego przedwojennego adwokata, znanego z wielkiego temperamentu i niezwykłego talentu oratorskiego – Zygmunta Hofmokla – Ostrowskiego. Ów jegomość podczas rozprawy, na słowa prokuratora: „Mnie na to miejsce powołał sam Majestat, cesarz Franciszek Józef” – spokojnie ripostował: „A mnie na to miejsce powołał Sumul Rozenranc, mój klient, ale on wiedział, co robi”. 


[1] Rezolucja o nr 1787(2011)

[2] Obok Rosji, Rumuni, Ukrainy i Turcji

Autor Piotr Jankowski jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego,  w Kancelarii Adwokackiej Adama Baszkowskiego w Poznaniu rozwija zainteresowanie prawem karnym i procedurą karną. Współautor publikacji i artykułów z zakresu prawa karnego.  

W razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości zachęcamy do kontaktu z Kancelarią Adwokacką (tutaj)


Rewolucja w sądach – nowela ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych

Kwiecień 3, 2012

Wzbudzająca liczne kontrowersje w środowisku prawniczym nowela ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych od środy, 28 marca, wprowadza prawdziwą rewolucję w sądach. Do głównych zmian należą: wprowadzenie okresowych oceny sędziów i prokuratorów, większe uprawnienia dla referendarzy, stanowisko menadżera, sądy funkcjonalne oraz regułę dwóch wydziałów.

Nowelizacja przewiduje uwolnienie sędziów od obowiązków administracyjnych. Zadania te, obciążające dotąd prezesów sądów, zostaną powierzone dyrektorom sądów, powoływanym spośród specjalistów od zarządzania instytucjami publicznymi. Taka osoba będzie odpowiedzialna m.in. za zarządzenie personelem sądów i sprawne funkcjonowanie. Do 1 stycznia 2013 r. zatrudnianie menadżerów będzie fakultatywne. Za tymi zmianami idą również kwestie nadzoru, od środy prezes w sprawach dotyczących działalności administracyjnej będzie odpowiadał przed ministrem sprawiedliwości, co jest ukierunkowane na usprawnienie ich zarządzaniem.

Strukturalne zmiany dotyczą funkcjonowania wydziałów. W każdym sądzie rejonowym i okręgowym będą funkcjonowały obligatoryjnie dwa wydziały: karny i cywilny, a w sądach apelacyjnych trzy wydziały: cywilny, karny oraz pracy i ubezpieczeń społecznych. Zakres właściwości wydziału cywilnego w sądzie rejonowym powiększy się więc o sprawy rozpatrywane obecnie przez wydziały rodzinne i nieletnich, pracy i ksiąg wieczystych, a w sądzie okręgowym o sprawy należące obecnie do wydziałów gospodarczych i pracy. Nie oznacza to jednak rezygnacji ze specjalizacji sędziów, nie wykluczono też możliwości utworzenia odrębnych wydziałów, jeżeli jest to uzasadnione wpływem spraw i potrzebami danego regionu.

Nowym rozwiązaniem mają być tzw. sądy funkcjonalne, czyli sądy rejonowe liczące mniej niż 15 sędziów. Będą pozbawione oddziałów administracyjnych, kadr, finansowych i gospodarczych. Funkcje te przejmą przełożone sądy okręgowe. W sądach funkcjonalnych będą tworzone jedynie biura podawcze i punkty kasowe.

Wprowadzona zostaje również instytucja skargi na funkcjonowanie sądu, z tym że wyłączone jest skarżenie działalności orzeczniczej. Skarga taka może zostać złożona w formie pisemnej, elektronicznej, faksem i ustnie do protokołu.

Najwięcej kontrowersji wzbudza wprowadzony system indywidualnych ocen pracy sędziów i prokuratorów. Ocena ma być dokonywana co cztery lata, opisowa i dołączona do protokołu powizytatorskiego. Kompetencje w tym zakresie będą należały do sędziów wizytatorów zajmujących stanowisko sędziego sądu apelacyjnego. Sędzia niezgadzający się z oceną będzie mógł złożyć swoje uwagi oraz je uzasadnić. Ci, u których wizytatorzy wykryją jakieś braki, zostaną skierowani na dodatkowe szkolenia.

Podstawa prawna:

– nowela ustawy o ustroju sądów powszechnych z 18 sierpnia 2011 r. DzU z 27 września 2011 r., poz. 1192

Zmiany zostaną wprowadzone także m.in. w:

  • ustawie z dnia 20 czerwca 1985 r. o prokuraturze (Dz. U. z 2008 r. Nr 7, poz. 39, z późn. zm.),
  • ustawie z dnia 21 sierpnia 1997 r. – Prawo o ustroju sądów wojskowych (Dz. U. z 2007 r. Nr 226, poz. 1676, z późn. zm.),
  • ustawie z dnia 18 grudnia 1998 r. o pracownikach sądów i prokuratury (Dz. U. z 2011 r. Nr 109, poz. 639 i Nr 113, poz. 659),
  • ustawie z dnia 23 listopada 2002 r. o Sądzie Najwyższym (Dz. U. Nr 240, poz. 2052, z późn. zm.),
  • ustawie z dnia 23 stycznia 2009 r. o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury (Dz. U. Nr 26, poz. 157, z późn. zm.).

Czy dobrowolne poddanie się karze to dobre rozwiązanie dla oskarżonego?

Marzec 11, 2012

Piotr Jankowski spróbuje Państwu wyjaśnić, dlaczego skorzystanie z instytucji skazania bez przeprowadzenia postępowania dowodowego, proponowane nagminnie przez organy ścigania, w sytuacji posiadania niewielkich ilości narkotyków, to złe rozwiązanie dla oskarżonego.  Pod koniec artykułu dowiemy się również, dlaczego nie warto być skazanym na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Podstawę normatywną instytucji dobrowolnego poddania się karze stanowi art. 335 (poddanie się karze na etapie postępowania przygotowawczego) oraz art. 387 (na etapie rozprawy) Kodeksu postępowania karnego[1]. Stosownie do powyższych przepisów wniosek o wydanie wyroku skazującego bez przeprowadzenia rozprawy może złożyć oskarżony do chwili zakończenia pierwszego przesłuchania wszystkich oskarżonych na rozprawie głównej.

Zadaniem omawianych instytucji jest uproszczenie i obniżenie kosztów oraz czasu trwania procesu karnego w takich przypadkach, w których okoliczności popełnienia przestępstwa nie budzą wątpliwości. Czyli mówiąc wprost, gdy oskarżony przyznaje się do popełnienia przestępstwa i uzna swój czyn za karygodny. Postawa oskarżonego musi również sugerować, że cel postępowania karnego zostanie osiągnięty. Należy przez to rozumieć stosunek oskarżonego do czynu i do pokrzywdzonego. Przy przestępstwach bez pokrzywdzonego, a takim właśnie przestępstwem jest czyn z art. 62 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii[2], znaczenie będzie miało jedynie osiągnięcie celu postępowania.

Jasnym jest, że dobrowolne poddanie się karze jest wygodne dla organów wymiaru sprawiedliwości, gdyż skazanie następuje na posiedzeniu bez rozprawy i wysłuchania stron oraz świadków, co znacznie upraszcza i przyspiesza postępowanie. Poddanie się karze służy również co do zasady samemu oskarżonemu. Unika on, zazwyczaj kłopotliwego, osobistego stawiennictwa w sądzie (postępowanie toczy się na zamkniętym posiedzeniu) oraz ma możliwość negocjacji kary. W społeczeństwie przeważa pogląd, że wobec podejrzanych dobrowolnie poddających się karze, prokurator występuje o niższy wymiar kary.

Rozumowanie takie wydaje się zbytnio fetyszyzować omawianą instytucję. W przypadku przestępstwa z art. 62 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, czyli przestępstwa posiadania narkotyków, dobrowolne poddanie się karze prawie zawsze działa na niekorzyść oskarżonego. Spieszę z wyjaśnieniem dlaczego.

Sędzia w postępowaniu jurysdykcyjnym (sądowym) ma kilka zadań, m.in.:

  • zakwalifikowanie czynu jako przestępstwa
  • ocena sprawcy

Tylko spełnienie pierwszego warunku umożliwia skazanie oskarżonego i wymierzenie kary.

Poddając się karze, podejrzany stawia sąd przed faktem dokonanym – sędzia zwolniony jest w zasadzie z obowiązku oceny czynu oraz wymierzenia kary.

Decyzję sądu zastępuje swoiste porozumienie prokuratora (a faktycznie policjanta) i podejrzanego, na mocy którego podejrzany uznaje siebie za winnego popełnienia przestępstwa. Podejrzany o posiadanie narkotyków, dobrowolnie poddając się karze, sam zatem uznaje, że popełnił przestępstwo, za które powinien zostać przykładnie ukarany. W tej sytuacji sąd zgodnie z wolą oskarżonego wydaje wyrok skazujący (co prawda istnieje możliwość, że oskarżony nie przyznaje się do winy, a prokurator stosuje art. 335 k.p.k., ale przypadki takie są wyjątkowe). Na marginesie warto tylko zaznaczyć, że gdy oskarżony korzysta z prawa do milczenia nie jest możliwe złożenie wniosku z art. 335 k.p.k. połączonego z zaniechaniem dalszych czynności dowodowych.

Dobrowolne poddanie się karze oznacza więc swoistą kapitulację, na którą konsumenci zakazanych używek w żadnym razie nie powinni się godzić. W razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości zachęcamy do kontaktu z Kancelarią Adwokacką (tutaj)

Artykuł 62 u.p.n. został pomyślany jako narzędzie ścigania handlu narkotykami i stanowi przykład tzw. kryminalizacji zastępczej. Stąd też bardzo surowa odpowiedzialność karna przewidziana w tym przepisie. Ustawodawca po prostu zbyt optymistycznie założył, że policja nie będzie ścigać drobnych posiadaczy, a prokuratura oraz sąd wykażą większy oportunizm[3]. Był to duży błąd, ponieważ tak właśnie się nie stało.

Skoro jednak ściganie konsumpcji narkotyków nie stanowi celu istnienia art. 62, czyn polegający na posiadaniu niewielkich ilości zakazanych używek, wobec braku wystąpienia dodatkowych okoliczności wskazujących na ich udzielanie innym osobom, czy zamiar ich sprzedaży, należałoby zawsze kwalifikować przynajmniej jako wypadek mniejszej wagi (art. 62.3), albo postępowanie umarzać ze względu na niską społeczną szkodliwość czynu. A już zwłaszcza wtedy, gdy przedmiotem posiadania jest marihuana w niewielkich, kilkugramowych porcjach. Używka ta, jak pokazują badania naukowe, w znikomym stopniu stwarza bowiem zagrożenie dla zdrowia publicznego, czyli dobra chronionego przez art. 62.

W interesie podejrzanego o posiadanie narkotyków leży więc nie tyle poddanie się karze, co raczej konsekwentne utrzymywanie, że posiadane narkotyki przeznaczone są tylko i wyłącznie na własny użytek. Ze stwierdzeniem tym powinna wiązać się również odmowa składania jakichkolwiek dalszych wyjaśnień i wniosek o umorzenie postępowania z uwagi na znikomą społeczną szkodliwość popełnionego czynu. Nawet, jeżeli prokuratura nie zdecyduje się na umorzenie postępowania, to dopiero sąd w czasie rozprawy dokona oceny postawy sprawcy, charakteru jego czynu, stopnia zawinienia. I jeżeli zabezpieczona ilość narkotyków (przy podejrzanym, w miejscu jego zamieszkania) jest znikoma, a okoliczności zatrzymania nie wskazują na cele posiadania inne niż konsumpcja, istnieje spore prawdopodobieństwo, że sąd uniewinni oskarżonego, odstąpi od wymierzenia kary, bądź, stosując art. 62.3, wymierzy karę inną niż pozbawienie wolności.

W tym miejscu warto podkreślić, że choć kara pozbawienia wolności w zawieszeniu, stosowana bardzo często w sprawach z art. 62, wydaje się niekiedy najatrakcyjniejszym rozwiązaniem, jest to najsurowsza i najdotkliwsza ze znanych polskiemu prawu kar. Jej odwieszenie zaś, w wyniku np. ponownego zatrzymania z nielegalną używką, skutkuje faktycznym uwięzieniem. Właśnie to zupełnie irracjonalne przekonanie co do ulgowego charakteru zawieszenia kary pozbawienia wolności powoduje, że chcąc uniknąć płacenia grzywny, przychodzenia na rozprawę czy ulegając sugestiom policji i prokuratora, konsumenci masowo korzystają z instytucji poddania się karze bez rozprawy już na etapie postępowania przygotowawczego.

Podnoszony bywa również argument, że dobrowolne poddanie się karze prowadzi do zasądzenia kary w niższym wymiarze. Prokurator idzie bowiem oskarżonemu na rękę, a jeśli ten na jego propozycję nie przystanie, „z czystej ludzkiej złośliwości” zażąda wyższego jej wymiaru. Zaś sąd może taką właśnie surowszą karę zasądzić. Argument ten należy uznać za swoistą fetyszyzację instytucji dobrowolnego poddania się karze i ocenić jako nietrafny.

Po pierwsze, jak pokazuje praktyka, oskarżeni posiadacze narkotyków, którzy postanawiają walczyć o swoje prawa, najczęściej wychodzą na tym lepiej, niż przystając na propozycję kary złożoną przez prokuratora. Dzieje się tak dlatego, że sąd nie ma obowiązku, jak już wspomnieliśmy, podzielić na rozprawie opinii prokuratora na temat przestępności czynu oraz wymiaru kary. Co więcej, zwykle do rozprawy w ogóle nie dochodzi, gdyż prokuratura sama umarza postępowanie, widząc, że nie przebiegnie ono w sposób dla nich bezproblemowy i wymagać będzie z ich strony wiele wysiłku. Dla prokuratorów sprawy drobnych posiadaczy narkotyków są bowiem zbyt mało istotne, aby angażować się w ich prowadzenie w trybie innym niż uproszczony.

Po drugie, często proponowaną przez prokuratora karą, jak już podałem, jest pozbawienie wolności w zawieszeniu. Jest to kara absurdalnie surowa i trudno w tej sytuacji twierdzić, że prokuratura idzie tutaj oskarżonemu na rękę.

Ważnym czynnikiem zwiększającym prawdopodobieństwo umorzenia sprawy z art. 62 jest skorzystanie z zawodowego pełnomocnika procesowego. Praktyka dowodzi, że nie poddawanie się karze i skorzystanie z pomocy fachowca stanowi skuteczną strategię uniknięcia kary za posiadanie niewielkich ilości narkotyków.

Na koniec, wątpliwości budzi w ogóle samo sięganie przez prokuratorów do instytucji dobrowolnego poddania się karze przez oskarżonego w przypadku posiadania niewielkich ilości narkotyków. Jak już wspomniałem, przesłanką zastosowania art. 335 k.p.k jest osiągnięcie celu postępowania, czyli przede wszystkim brak powrotu do przestępstwa. Lecz gdy pod uwagę brać konsumentów narkotyków, zwłaszcza uzależnionych, jest bardzo prawdopodobne, że nadal posiadać będą oni zakazane środki. Oznacza to, że właściwie w każdym przypadku należałoby zakładać, że cel postępowania karnego nie zostanie osiągnięty. Dowodzi to jedynie, że prokuratura i policja przekształciły, z różnych powodów, art. 62 u.p.n. w wygodne narzędzie generowania wyników oraz statystyk, i stosują ten artykuł niezgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem.

Podsumowując, najlepszą taktyką postępowania w momencie zatrzymania z niewielką ilością narkotyków przeznaczonych na własny użytek jest nie poddawanie się karze i walka o swoje prawa przed obliczem sądu z pomocą zawodowego prawnika. Istnieją wówczas spore szanse na umorzenie postępowania.

Dlaczego nie warto być skazanym na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu?

Skazanie prawomocnym wyrokiem sądu i wymierzenie kary niesie ze sobą kilka nieprzyjemnych konsekwencji.

Po pierwsze, nazwisko skazanego pojawia się w rejestrze skazanych i pozostaje tam do momentu zatarcia skazania. Moment zatarcia dla różnych rodzajów kar zakreślony jest w odmienny sposób. Zasądzone kary pozbawienia wolności zacierają się po 10 latach (na wniosek skazanego po 5, o ile kara nie przekraczała 3 lat pozbawienia wolności), zaś kary grzywny i ograniczenia wolności po (odpowiednio) 5 i 3 latach. Odstąpienie od wymierzenia kary oznacza, że skazanie z mocy prawa zatrze się po roku od daty wyroku. W przypadku zawieszenia wykonania kary zatarcie skazania następuje z upływem okresu próby powiększonym o 6 miesięcy.

Po drugie, figurowanie w rejestrze skazanych oznacza niemożliwość zajmowania wielu stanowisk i utrudnienia w znalezieniu pracy. Zaświadczenie o niekaralność przedstawiają bowiem kandydaci do pracy w następujących zawodach: prokurator, sędzia, urzędnik samorządowy, pracownik służby cywilnej, policjant, inspektor kontroli skarbowej, nauczyciel mianowany i dyplomowany zatrudniony na podstawie mianowania, ochroniarz, kierowca zatrudniony u przedsiębiorcy wykonującego transport drogowy, księgowi uprawnieni do usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych, doradca finansowy. Duże firmy i koncerny również coraz częściej wymagają od swoich pracowników przedstawienia zaświadczenia o niekaralności.

Po trzecie, skazanie uniemożliwia podróż do krajów wymagających zaświadczenia o niekaralności przy składaniu wniosku wizowego. Chodzi tu przede wszystkim o USA i Australię.

W przypadku zasądzenia kary w zawieszeniu w grę wchodzi również problem ewentualnego jej odwieszenia. Art. 75 § 1 k.k. nakazuje obligatoryjnie odwiesić karę, jeżeli skazany w okresie próby umyślnie popełnia przestępstwo podobne, za które orzeczono karę pozbawienia wolności. Zgodnie z art. 75 § 2 k.k. jest również możliwość fakultatywnego odwieszenia kary, gdy skazany narusza porządek prawny, np. popełnia inne przestępstwo, uchyla się od orzeczonych kar, środków karnych itp.

Przepisy te mają znaczenie w przypadku konsumentów narkotyków, skazywanych zwykle z art. 62 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. W przypadku konsumentów, a zwłaszcza osób uzależnionych, jest bardzo prawdopodobne, że w przyszłości zostaną oni znowu zatrzymani z pewną ilością narkotyku, a więc popełnią przestępstwo podobne. Oznacza to, że orzeczenie kary pozbawienia wolności w zawieszeniu wobec sprawcy przestępstwa z art. 62 u.p.n. w znaczącym stopniu zwiększa niebezpieczeństwo „trafienia za kratki”.

Autor Piotr Jankowski jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego,  w Kancelarii Adwokackiej Adama Baszkowskiego w Poznaniu rozwija zainteresowanie prawem karnym i procedurą karną. Współautor publikacji i artykułów z zakresu prawa karnego.  

W razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości zachęcamy do kontaktu z Kancelarią Adwokacką (tutaj)


[1] Art. 335 Kodeksu postępowania karnego: § 1. Prokurator może umieścić w akcie oskarżenia wniosek o wydanie wyroku skazującego i orzeczenie uzgodnionych z oskarżonym kary lub środka karnego za występek zagrożony karą nieprzekraczającą 10 lat pozbawienia wolności bez przeprowadzenia rozprawy, jeżeli okoliczności popełnienia przestępstwa nie budzą wątpliwości, a postawa oskarżonego wskazuje, że cele postępowania zostaną osiągnięte. § 2. Jeżeli zachodzą warunki do wystąpienia z wnioskiem, o którym mowa w § 1, a w świetle zebranych dowodów wyjaśnienia podejrzanego nie budzą wątpliwości, dalszych czynności dowodowych w postępowaniu przygotowawczym można nie przeprowadzać; przeprowadza się jednak czynności, co do których zachodzi niebezpieczeństwo, że nie będzie można ich przeprowadzić na rozprawie. § 3. Uzasadnienie aktu oskarżenia można ograniczyć do wskazania okoliczności, o których mowa w § 1.

Art. 387 Kodeksu postępowania karnego: § 1. Do chwili zakończenia pierwszego przesłuchania wszystkich oskarżonych na rozprawie głównej oskarżony, któremu zarzucono występek, może złożyć wniosek o wydanie wyroku skazującego i wymierzenie mu określonej kary lub środka karnego bez przeprowadzania postępowania dowodowego; jeżeli oskarżony nie ma obrońcy z wyboru, sąd może, na jego wniosek, wyznaczyć mu obrońcę z urzędu. § 2. Sąd może uwzględnić wniosek oskarżonego o wydanie wyroku skazującego, gdy okoliczności popełnienia przestępstwa nie budzą wątpliwości i cele postępowania zostaną osiągnięte mimo nieprzeprowadzenia rozprawy w całości; uwzględnienie takiego wniosku jest możliwe jedynie wówczas, gdy nie sprzeciwią się temu prokurator, a także pokrzywdzony należycie powiadomiony o terminie rozprawy oraz pouczony o możliwości zgłoszenia przez oskarżonego tego wniosku. § 3. Sąd może uzależnić uwzględnienie wniosku oskarżonego od dokonania w nim wskazanej przez siebie zmiany. Przepis art. 341 § 3 stosuje się odpowiednio.  § 4. Przychylając się do wniosku sąd może uznać za ujawnione dowody wymienione w akcie oskarżenia lub dokumenty przedłożone przez stronę.  § 5. Jeżeli wniosek złożono przed rozpoczęciem rozprawy, sąd rozpoznaje go na rozprawie.

[2] Art. 62. 1. Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii:  Kto, wbrew przepisom ustawy, posiada środki odurzające lub substancje psychotropowe, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.  2. Jeżeli przedmiotem czynu, o którym mowa w ust. 1, jest znaczna ilość środków odurzających lub substancji psychotropowych, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. 3. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

[3] Zasada oportunizmu oznacza prawo prokuratora do odstąpienia od wszczęcia postępowania karnego, jeżeli uzna on ściganie określonego czynu z różnych powodów za niecelowe. Zwykle powodem takim jest przekonanie, iż koszty ekonomiczne i społeczne śledztwa przerastają znacznie potencjalnie korzyści, jakie śledztwo to może ewentualnie przysporzyć. W Polsce proces karny oparty jest o zasadę legalizmu, która oznacza nałożony na organy ścigania [prokuratora, policję] prawny obowiązek wszczęcia postępowania o czyn ścigany z urzędu i wniesienia oskarżenia do sądu zawsze, ilekroć śledztwo dostarczy dowodów winy oskarżonego. W praktyce nasz system zawiera pewne koncesje na rzecz zasady oportunizmu (por. S. Waltoś, Proces karny, LexisNexis 2010, s. 45)